Being a woman is worse than being a farmer - there is so much harvesting and crop spraying to be done: legs to be waxed, underarms shaved, eyebrows plucked, feet pumiced, skin exfoliated and moisturized, spots cleansed, roots dyed, eyelashes tinted, nails filed, cellulite massaged, stomach muscles exercised. The whole performance is so highly tuned you only need to neglect it for a few days for the whole thing to go to seed.
Helen Fielding "Bridget Jones's Diary"

niedziela, 4 listopada 2012

Butterfly - magiczny peeling do stóp

Od razu uprzedzam, że nie mam najmniejszego pojęcia, czy producent rzeczywiście nazywa się Butterfly - to po prostu jedyne słowo, jakie umiem przeczytać na opakowaniu, przyjęłam więc na własny użytek, że jest to nazwa firmy.
O magicznym peelingu do stóp przeczytałam po raz pierwszy na blogu Azjatycki Cukier i strasznie się napaliłam, lubię takie ciekawostki. Na eBayu znalazłam wtedy tylko ten Butterfly, kliknęłam i niecierpliwie czekałam na przesyłkę z Tajwanu. Zapłaciłam ok. 39 PLN.
Uwaga: nie wolno używać w ciąży i na skaleczoną skórę!


W kartoniku upstrzonym egzotycznymi krzaczkami mieści się tajemniczy srebrzysty woreczek. Zero instrukcji w języku angielskim, na szczęście sprzedawca wszystko napisał na swojej aukcji. Woreczek rozcinamy...


I mamy produkt właściwy. Stopy trzeba umyć, osuszyć, foliowe "skarpetki" wypełnione tajemniczym płynem (roztwór kwasów, tyle wiem...) rozciąć w oznaczonym miejscu, nałożyć na stopy i zakleić dołączoną czerwoną naklejką. Spędzamy w tym kolejne dwie godziny - można chodzić, ale przypomina to chodzenie w kałuży i jest mało komfortowe. Następnie "skarpetki" zdejmujemy i wyrzucamy, znów myjemy stopy, osuszamy i smarujemy kremem nawilżającym.
Przez pierwsze dni nie dzieje się nic. Ja miałam odczucie "dziwnej" skóry stóp, była "nie moja" i dziwnie chrzęściła w czasie zginania stóp :D
Na aukcji zalecono po czterech dniach od zabiegu wymoczyć stopy, zastosowałam się do tej rady i kolejnego dnia naskórek zaczął się oddzielać. Największy efekt był w miejscach najbardziej zgrubiałych - u mnie na piętach i w tej środkowej części tuż pod palcami.
Teraz pokażę zdjęcia, więc resztę wpisu ukrywam - jeśli ktoś nie chce na to patrzeć, niech nie wchodzi dalej; a ciekawi działania peelingu i ci, dla których naturalia non sunt turpia, mogą śmiało kliknąć "czytaj więcej".




Z wrodzoną sobie lekkomyślnością (by nie napisać "bezmyślnością") przeprowadziłam zabieg 10 czerwca, czyli w momencie, gdy zaczynały się ciepłe dni, przygrzewało słońce i generalnie należało się szykować do noszenia odkrytych butów. 22 czerwca moje stopy wyglądały tak:



Nie wolno próbować oddzierać łuszczących się kawałków, ja te najbardziej odstające stopniowo wycinałam nożyczkami. Co ciekawe, niezgrubiałe części były najbardziej odporne na działanie kwasów i zaczęły się złuszczać dużo, dużo później. Wyglądało to mniej więcej tak - zdjęcie z 10 lipca:


Przyznaję, że na tym etapie zaczęłam podskubywać i oddzierać suchy naskórek. Nie mogłam już się powstrzymać, minął miesiąc, a ja wciąż miałam stopy absolutnie nie do pokazania.
Resztki suchulców zniknęły tak mniej więcej po 6 tygodniach od zabiegu. Oczywiście największy błąd popełniłam decydując się na akcję w czerwcu - niewiele wtedy myślałam, chciałam jak najszybciej przetestować kosmetyk :). Poza tym kupując pod koniec lipca drugie opakowanie (dla znajomej z pracy) u tego samego sprzedawcy zauważyłam, że dodał on do opisu kolejne zalecenia, których wcześniej nie było, więc nie mogłam się do nich zastosować:
- kiedy zacznie się proces złuszczania, trzeba moczyć stopy co wieczór w ciepłej wodzie (najlepiej z dodatkiem octu)
- i żeby nie nakładać kremów nawilżających.

Podsumowując - nie żałuję, że spróbowałam, to było ciekawe doświadczenie. Żałuję, że zrobiłam to latem w dodatku nie wiedząc, że moczenie w wodzie z octem przyśpiesza proces, a nawilżanie kremem - opóźnia.
W tej chwili myślę, że wolę iść do kosmetyczki i wydać więcej pieniędzy, ale mieć wypielęgnowane stopy w  ok. godzinę. Nie wykluczam jednak, że kiedyś jeszcze skuszę się na "magiczny peeling" - tym razem może z firmy Tony Moly?


24 komentarze:

  1. Hehehe, patrząc na zdjęcia czerwiec to faktycznie chyba najgorszy czas w jakim mogłaś sobie to zaaplikować:) A efekt długo się utrzymał?? Korci mnie by sobie coś takiego kupić, do kosmetyczek nie lubię chodzić:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie nie umiem powiedzieć, jak długo. Poza tym wiesz, jeszcze wszystko nie było złuszczone, a już świeżo odsłonięte fragmenty zaczęły znów "grubnąć", taka kolej losu ;)
      Ale generalnie to polecam spróbować chociaż raz w życiu, koniecznie jesienią-zimą :D

      Usuń
  2. a jak byś określiła końcowy efekt? po całej tej wylince? bo ja też się za to zabieram :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim byłam pod wrażeniem grubości warstwy, jaka "odpadła". Świeży naskórek był miękki i różowiutki, faktycznie "efekt skóry niemowlęcia". Ale jak już pisałam - babrałam się w tym ponad miesiąc i nowy naskórek zdążył się pogrubić, zanim pozbyłam się reszty starego. Za drugim razem bogatsza o popełnione błędy cieszyłabym się szybciej i dłużej "nowymi stopami" :)
      Poza tym warto efekt podtrzymywać, używając tarki mniej więcej co tydzień - a ja robię to duuużo rzadziej...

      Usuń
  3. kurczę, nie wiem, co o tym myśleć. z jednej strony fajnie pozbyć się zgrubień itp, z drugiej - tak długo???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam mieszane odczucia, ale wydaje mi się że za drugim razem czas byłby krótszy :)ale pewnie ze trzy tygodnie trzeba liczyć.

      Usuń
  4. Widziałam raz przepis na taki peeling. 50% kwasu salicylowego i 50% wody. Wymoczyć i czekać... I efekty były identyczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No ale to co zlazło odsłoniło bardzo ładną skórę :)
    Może się kiedyś skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja też chyba jeszcze kiedyś :)

      Usuń
  6. Z jednej strony wygląda strasznie i boleśnie (chociaż pewnie nie boli wcale), a z drugiej strony kusi mnie żeby spróbować pozbyć się tej rogowacizny ze stóp. Mówisz, że Tony Moly też takie coś ma? ;> Hmmm ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano ma, Shiny Foot Peeling Liquid w uroczym opakowaniu jak to zwykle u Tony'ego bywa :)

      Usuń
    2. Idę oglądać opakowanie XD Krem i peeling w jabłuszkach do mnie jadą właśnie ;>

      Usuń
  7. Zaciekawiłaś mnie :) W okresie zimowym do zrobienia choć trochę się boję bo ja ze stopami mam mały problem :(

    Świetna recenzja swoją drogą, wezmę pod rozwagę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jak się bałam - chyba głównie przez brak znajomości składu!

      Usuń
    2. Wcale się nie dziwię bo przecież efekt może być czasem różny... ale ważne, że dobrze się skończyło!

      Usuń
  8. Zobaczyłam fotki i wydałam z siebie tylko głośne WOW O_O. Jest moc! Kupię! Tylko pewnie bliżej wiosny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. wczoraj o tym specyfiku rozprawiałam z moim R. w późnych godzinach wieczornych, już w łóżku będąc :D kusi mnie to cudo! ale miesiąc??? o.O nosz kurna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za drugim razem nauczona na błędach chyba skróciłabym proces, ale parę tygodni trzeba liczyć :)

      Usuń
  10. Ja bardzo bym chciała spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  11. kurcze a ja zrobiłam, minął tydzień i na razie moja skóra na stopach jest niesamowicie popękana, ale nic się nie łuszczy, a moczę stopy codziennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie używasz kremu? Powinno za parę dni się zacząć...

      Usuń
    2. Nope, chociaż korci mnie niesamowicie żeby nakremować na grubo, bo uczucie jest nie do zniesienia, ale skoro tak mówisz to postaram zebrać się na cierpliwość. :)

      Usuń