Being a woman is worse than being a farmer - there is so much harvesting and crop spraying to be done: legs to be waxed, underarms shaved, eyebrows plucked, feet pumiced, skin exfoliated and moisturized, spots cleansed, roots dyed, eyelashes tinted, nails filed, cellulite massaged, stomach muscles exercised. The whole performance is so highly tuned you only need to neglect it for a few days for the whole thing to go to seed.
Helen Fielding "Bridget Jones's Diary"
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orly. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 czerwca 2013

Orly - Purple Pleather


Już to kiedyś pisałam, ale się powtórzę - bardzo lubię kolekcję Plastix :). Czuję, że skończy się to skompletowaniem całej czwóreczki - teraz marzy mi się Retro Red...
Dziś chłodny fiolet, czyli jeden z moich ulubionych kolorów. Dwie warstwy, wykończenie satynowe, malowanie bezproblemowe - nie ma się co dziwić, że chcę więcej kolorów!



No, może mogłyby być na mnie bardziej trwałe - już w pierwszym dniu noszenia przydarzyło mi się tu i ówdzie wytarcie końcówek. Ale żaden lakier nie trzyma się u mnie długo, więc nie uznaję tego za wadę.
Powyższe zdjęcia w sztucznym świetle tuż po wieczornym malowaniu, a tutaj w słońcu na następny dzień:


Życzę wszystkim miłego dnia! Ja właśnie zaraz idę załatwić Bardzo Ważną Sprawę - trzymajcie kciuki :)

sobota, 22 grudnia 2012

Orly - Meet Me Under The Mistletoe

Nie mam zbyt dużo zielonych lakierów (nie jestem fanką), ale ten musiałam mieć. Zastanawiałam się jeszcze nad Glittering Garland od China Glaze, ale po obejrzeniu porównania zrobionego przez Sabbathę zdecydowałam się na Orly. Nałożyłam trzy warstwy dla absolutnej pewności braku prześwitów. Skóra dłoni ekstremalnie wysuszona przedświątecznym sprzątaniem i zmywaniem poprzedniego mani (na Glitter All The Way nałożyłam Ring In The Red i Pizzazz, więc namaczanie pod folią aluminiową musiało być długie).




czwartek, 29 listopada 2012

Orly - Androgynie

Androgynie to lakier z ubiegłorocznej kolekcji świątecznej Orly, w końcu doczekał się debiutu na moich paznokciach. W żelkowej czarnej bazie pływa mnóstwo drobnego brokatu i trochę większych sześciokątów - te większe lubią zostać w butelce lub na pędzelku; jak już udało mi się umieścić ich całkiem sporo na etapie drugiej warstwy, to przy warstwie trzeciej czarna baza je znów zatopiła sprawiając, że są mniej widoczne niż bym chciała. Ale i tak jest śliczny, a malowało się super wygodnie :)





poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Orly - Viridian Vinyl

Lakier z kolekcji Plastix z roku 2010, poza prezentowanym turkusem mamy w niej fiolet, koral i pomarańcz i najchętniej przygarnęłabym wszystkie - niby nic odkrywczego, a coś mnie do nich przyciąga; chyba to matowe szkło buteleczek wysyła do mnie jakiś podprogowy przekaz...
Wykończenie nazwane przez Orly "plastikiem" to półmat, dość boleśnie obnażający każdą nierówność płytki (mogłam wypolerować) i każdy błąd w nałożeniu - dorobiłam się paru bąbelków, chyba dlatego, że zbyt szybko nakładałam drugą warstwę. 
Paznokcie wyglądają dość trupio, ale mnie się bardzo podobają (dla mnie ten odcień to jeden z moich turkusów idealnych) i chętnie ponosiłabym Viridian Vinyl dłużej; niestety brak topcoatu sprawił, że po jednym dniu mam pościerane końcówki, dlatego jutro będzie coś innego :)



W bonusie widok z mojego okna, przeważnie fotografuję lakiery na parapecie. Akurat pięknie lał deszcz :)


wtorek, 29 maja 2012

Orly - Sapphire Silk

Ten lakier gości dziś na moich paznokciach - miałam ochotę na holo, ale niestety pogoda zniweczyła moje plany. Musiałam się szybko zdecydować, czym malować i wybór padł na Sapphire Silk; kocham turkus i marzyłam o tym Orly dopóki go nie kupiłam, a jak już kupiłam, to pomalowałam chyba jeden raz :). Więc dziś jest drugi :).
To dość ciemny turkus, niezbyt mocno zielony (i dobrze - wolę te bardziej niebieskie). Lekko zachmurzony jak dzisiejsza pogoda. I jak dzisiejsza ja - najchętniej zostałabym w domu, a tu trzeba iść zarabiać...
Dwie warstwy, niestety w moim marnym wykonaniu zbyt grube, przez co narobiłam bąbelków :(.




sobota, 17 grudnia 2011

Orly - Iron Butterfly

Kolejny lakier Orly, ten pochodzi z roku 2009, z kolekcji Metal Chic. Dwie warstwy, czarna baza ze srebrnym shimmerem, efekt jak widać. To mój jedyny matowy lakier, gdyż wszystkie pozostałe mogę zmatowić za pomocą Essie Matte About You :)



czwartek, 15 grudnia 2011

Orly - Oui

Nie tak dawno temu postanowiłam kupić  przynajmniej po jednym lakierze z każdej  w miarę znanej firmy, żeby zobaczyć czy pasuje mi konsystencja, pędzelek, trwałość i takie tam. Oczywiście jeszcze tego nie zrealizowałam, nie mam jeszcze np. nic z Nubar, Sinful Colors, Ozotic i tak dalej. 
W każdym razie kiedy wybierałam coś z Orly, był maj, zbliżało się lato, miałam ochotę na żółć i kupiłam odcień Lemonade. Miałam go na sobie raz, malowało się nim okropnie, zraziłam się potwornie i dopiero później dowiedziałam się, że żółte pastele tak mają i są właściwie najgorsze pod względem nakładania. Dałam więc lakierom Orly kolejną szansę i absolutnie nie żałuję!
Dziś prezentuję piękność z tegorocznej kolekcji Holiday Soireé. Oui - fiolet napakowany złotymi drobinkami, miłość od pierwszego wejrzenia :) oui, oui, oui! :D
Na zdjęciach trzy warstwy. Dla mnie rewelacyjny.Polecam!