Lakier z kolekcji A Winter's Tale z roku 2010. Kupiłam z niej cztery miniaturki (po 5 ml), będąc wówczas w króciutkiej fazie "mam za dużo lakierów - nie będę kupować pełnowymiarowych butelek". Było to, och, zapewne jakieś 200 lakierów temu...
Przez cały czas aż do teraz byłam przekonana, że nazwa to Hot Cocoa - muszę więc przyznać, że udała się Essie ta gra słowna. Na zdjęciach dwie warstwy lakieru i zauważalne są pewne prześwity niewidoczne na żywo - ale fakt, część blogerek zaleca trzy warstwy (znalazłam nawet jedną, która nałożyła cztery).
Fajny, ale bez szału; poza tym nie lubię pędzelków Essie (mam same amerykańskie wersje).